Forum PFB Strona Główna
RejestracjaSzukajFAQUżytkownicyGrupyGalerieZaloguj
Mieszkańcy Mroku
Idź do strony 1, 2, 3, 4, 5, 6  Następny
 
Odpowiedz do tematu    Forum PFB Strona Główna » Dyskusje ogólne / Opowiadania Zobacz poprzedni temat
Zobacz następny temat
Mieszkańcy Mroku
Autor Wiadomość
Nuparu2
Dawny Administrator


Dołączył: 02 Gru 2005
Posty: 2178
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

Post Mieszkańcy Mroku
Tym razem będę tłumaczył serial o Toa Hagah Wesoły Oto część 1.:
Cytat:
Toa Bomonga zacisnął uścisk na głowie Tahtoraka i próbował powalić bestię na ziemię. Maska Wzrostu Bomongi pozwalała mu osiągnąć mu niemal jego rozmiary, ale nie był żadnym wyzwaniem dla czystej potęgi jaszczura. Z drugiej strony, wiedział coś o różnych chwytach, czego Tahtorak nie wiedział.

Z rykiem, Tahtorak stracił grunt pod nogami i uderzył mocno w ziemię Xii. To, co pozostało z wyspy, zatrzęsło się od impaktu.
- A teraz się nie ruszaj - warknął Bomonga, choć Pouks stworzył kamienne więzy dla stwora.

Po długiej walce Tahtorak osłabił Smoka Kanohi na tyle, aby Norik mógł go spowolnić swoimi sieciami Rhotuka, podczas gdy lodowy atak Kualusa go wykończył. Leżał nieprzytomny, rozwalony na większości południowych dzielnic miasta. Toa Iruini z pomocą Vortixx odsunął jedną z jego nóg z dala od Góry, aby nie stał się przekąską tego głodnego kawałka terenu.

Tylko Toa Gaaki stała z dala, z oczyma skierowanymi na ocean, lecz niewidzącymi go. Toa Hagah widzieli ją już w takim stanie. Skupiała się wewnętrznie, używając swej Maski Jasnowidztwa, aby zobaczyć to, czego oni nie mogli. Nagle się wzdrygnęła, krzyknęła i odwróciła do innych.

- Nadchodzą - powiedziała. - Całe setki.

- Setki kogo? - zapytał Iruini. Lubił Gaaki, ale jej niewyraźne wizje działały mu na nerwach.

- Poszukiwacze cienia - wymamrotała Gaaki. - Pogromcy Mroku... gotowi do wojny... Vortixx nie przetrwają.

Norik stanął obok niej i pomógł jej usiąść na kamieniu. Przyklęknął przy niej i przemawiał do niej szeptem. Co chwila kiwała głową. Wreszcie skinęła na Kualusa.

Choć Toa Lodu już nie był Rahagą, nie utracił swej więzi z latającymi Rahi ani zdolności do komunikacji z nimi. Teraz przywołał sokoła dymnego nad nimi i przemówił szybko językiem, którego oni nie rozumieli. Chwilę potem sokół odleciał na wschód.

- Co z nią? - zapytał Pouks.

- Minęło sporo czasu, odkąd ostatni raz używała tej mocy - odparł Norik. - Albo raczej, odkąd moc użyła jej. To niełatwe.

- Powiedziała... Poszukiwacze cienia. Kim oni są?

- Czy to nie oczywiste? - zapytał Bomonga, wracając do normalnego wzrostu. - Poszukiwacze cienia... Mroczni Łowcy.

Sokół powrócił, zataczając wąskie kręgi nad wyspą i wydawał głośne odgłosy. Kualus skinął głową dwukrotnie i ruszył do przyjaciół.

- Bomonga ma rację. Mój skrzydlaty przyjaciel widział nadpływające statki, tak liczne, że rozmazują fale. A ich załoga jest uzbrojona, przyjaciele... To flota bitewna.

Iruini wspiął się na szczyt jednej z nielicznych iglic, które wciąż stały w mieście.
- Punkt dla ptaszyny - krzyknął w dół. - Mamy towarzystwo. Sprawdzę to.

- Iruini, czekaj...! - zaczął Norik.

- Czekać na co? - uśmiechnął się Toa Powietrza. - Spędziłem tysiąclecia jako Rahaga - teraz znów wkraczam do akcji i kocham to!

Chwilę potem użył swej Maski Szybkiej Podróży aby teleportować się z iglicy na okręt flagowy nadpływającej floty. Znalazł się na pokładzie, przed dwiema potężnymi postaciami. Garść uzbrojonych wojowników natychmiast go otoczyła.

- Kim jesteście? - zapytał Iruini. - Czego szukacie na tych wodach?

- Czego szukamy? - odparła jedna z postaci. - Korzyści, która już zbyt długo była dławiona. Kim jesteś?

- Jestem Toa Iruini. Moi przyjaciele i ja właśnie kończymy misję dla Vortixx. Połowa wyspy została zrównana z ziemią i niech zgadnę - chcecie powtórzyć to na drugiej połowie?

- Jestem The Shadowed One - nadeszła odpowiedź, - lider Mrocznych Łowców. Obok mnie stoi mój porucznik, Ancient. Przede mną stoi bardzo naiwny Toa, który myśli, że może stanąć między mną a mym celem.

Iruini zignorował zaczepkę.

- Jeśli chcecie złupić Xię, to naprawdę niewiele tu zostało do łupienia.

- Złupić? - powtórzył TSO, udając zaskoczenie. - Złupić? Jakże skromne są twoje myśli wobec mnie. Miałbym wyprowadzić w morze flotę dla zwykłego rabunku? Nie, Toa, dokonałem dziś targu z potęgą, o której nawet nie wiedziałem że istnieje - i jeden z moich nowych towarzyszy kazał mi sprawić, aby Xia nigdy nie dała nikomu żadnej broni. Chcą, aby zablokować tę wyspę, ale ja nie wierzę w półśrodki.

TSO uśmiechnął się - to było coś tak mrożącego jak lodowate podmuchy Kualusa.
- A więc mam zamiar zniszczyć Xię i wszystko, co na niej żyje. A jeśli twoi przyjaciele mają na tyle pecha, aby akurat na niej być... cóż, może będę miłosierny i zostawię z nich coś, co da się pogrzebać.

Iruini uniósł Włócznię Huraganów. Wtem został namierzony z innych broni z prawie każdej strony.

- To moja wojna - powiedział łagodnie TSO. - Witaj w niej.

Cytat:
W obliczu tej sytuacji Iruini przypomniał sobie swoje dni jako Rahaga. Nie było tak źle, być niskim i dziwnym i całymi dniami uganiać się za Brakasami. Nie musiało się stać na pokładzie, gapiąc na szalonego lidera Łowców i czekać na egzekucję tych wszystkich... cóż, może nie do końca niewinnych Vortixx.

- Wiesz, że nie mogę do tego dopuścić - powiedział Iruini.

- Wiem, ze mnie nie zatrzymasz - odparł z uśmiechem TSO. - Mój nowy partner zasugerował mi, abym zajął Xię... Ale może się przesłyszałem, może chodziło o "Zajmij się"?

Iruini już miał na końcu języka ciętą odpowiedź, gdy morze zaczęło się kołysać i chwiać. W następnym momencie fala przypływu, dosyć duża aby pochłonąć statki Łowców na raz, powstała z morza. Wspięła się setki stóp ponad statki... i zawisła nad nimi, jak cień ich zagłady.

- Wystarczy tyle wody, żeby przemyć ci uszy?

Iruini odwrócił się. Na burcie stała Toa Wody, której nie poznał, z kolczastą maczugą i tarczą. Wspierali ją wojownik w złotej zbroi i czwororęki gigant z dwoma długimi rogami na głowie. Sam był na tyle wielki, aby niemal zakryć okręty. Miał topór i jakieś płócienne zawiniątko.

Toa postawiła stopę na burcie i podeszła do TSO. Choć była od niego niższa, to jednak jej wygląd wystarczał, aby zdominować wszystkich.

- Wynajęłam Łowców do prostej misji - powiedziała cicho, jak głos umierającego. - Jeśli nie potrafią jej wypełnić....
Wzniosła wysoko swoją maczugę. Fala ruszyła nagle ku statkom, zatrzymując się przed okrętem flagowym, gdy znów opuściła broń.
- To znajdę kogoś, kto potrafi - dokończyła.


Iruini spojrzał na Toa, na wyraźnie zaniepokojonego TSO i z powrotem na Toa.
- Ładnie - powiedział. - Czego chcesz w zamian?

Toa skinęła głową i złoty wojownik zniknął. Wrócił chwilę potem z resztą Toa Hagah. Zobaczyli oni szybką i cichcą wymianę zdań Toa Wody i TSO. Skończyła się zmieceniem przez Toa trzech Łowców do wody w taki sposób, jakby odganiała insekty. Potem odwróciła się do zgromadzonych Hagah.

- Ach. Dobrze - powiedziała. - Mam dla was misję.

- Zaraz! - warknął Norik. - Kim jesteś? Co tu się dzieje?

- Nie przyjmujemy zleceń od innych posiadaczy Masek - powiedział Kualus i spojrzał na Norika. - Prawda?

Norik potrząsnął głową.

- Mam na imię Helryx - powiedziała Toa. - Prowadzę organizację, o której nigdy nie słyszeliście - Zakon Mata Nui. Trwa wojna - i właśnie zostaliście w nią wciągnięci.

- A jeśli powiemy nie? - zapytał Bomonga.

Helryx uśmiechnęła się lekko i spojrzała na trzech szamocących się desperacko Łowców za burtą. Potwm spojrzała ponownie na Hagah.
- Rozumiem was, nie przyjmujecie zleceń... dobrze, że to nie jest zlecenie.

- Czego od nas chcesz? - zapytał Pouks. Widząc wzrok Iruini, powiedział: - Nie zaszkodzi spytać.

Helryx podeszła bliżej i ściszyła głos, aby Łowcy nie mogli podsłuchać.
- Szykujemy atak na Bractwo Makuty. Ale nie wiemy, gdzie jest ich lider. Wszystko co wiemy to to, że niedawno był w robocie Maxilos niedaleko Mahri Nui, ale teraz nie wiemy, dokąd uciekł. Musimy znaleźć Makutę Teridaxa.

- Czemu my? - zapytał Iruini.

- Walczyliście z nim. Pokonaliście go.

- I wszyscy pamiętamy, jak to się skończyło.

Helryx go zignorowała.
- Jeśli mam rację, Teridax jest w miejscu, gdzie nikt inny nie odważył się wyruszyć. Pozostawiony na wolności może poczynić wielkie zniszczenia.

- Ale jak mamy go wyśledzić? - zapytał Bomonga. - Zapukać do drzwi na Destralu i spytać, czy wyjdzie się pobawić?

Helryx zachichotała.
- Wkrótce może tam nie być do czego pukać, ale to inna historia. Będziecie mieli przewodnika - kogoś, kto chętnie zgodził się pracować z nami w zamian za wolność.

Czteroręki olbrzym zrobił krok naprzód i na początku myśleli, że Helryx chodzi o niego. Ale wówczas zdjął płótno z przedmiotu na rękach i pokazał sferę wypełnioną wodą, w której siedziało... coś przypominającego zielonego węża morskiego, z czerwonymi, przepełnionymi nienawiścią oczyma.

- Ma na imię Zaktan - powiedziała Helryx. - Nie jest tak miły, jak wygląda. Jeśli będzie podskakiwał, wyciągnijcie go ze zbiornika i pozwólcie mu odetchnąć parę razy powietrzem. Ja tak zawszę robię. Myślę, że jesteście już gotowi.

Toa Hagah spojrzeli po sobie. Wszyscy skinęli głowami... poza Gaaki. Cofnęła się, kręcąc głową, trzymając się za Maskę.
- Śmierć - wyszeptała. - Wszędzie dookoła... idziemy do miejsca śmierci... i jedno z nas nie wróci!

Cytat:
Iruini zanurkował, aby uchylić się przed łańcuchem Hewkii. Kilka kroków od nich Norik walczył zacięcie z Jallerem, podczas gdy Bomonga miał trudności z odnalezieniem wręcz ukrytego Nuparu. W gruncie rzeczy Toa Hagah miewali lepsze dni.

Liczyli, że ich powrót do Metru Nui - miasta, które pomogli uratować jako Rahaga - będzie radosny. Zamiast tego przybyli z mroczną misją od organizacji zwanej Zakon Mata Nui. Ich cel: odszukać Makutę Teridaxa zanim będzie mógł wykonać ostatnie elementy swego Planu.

Niestety, zadanie okazało się trudniejsze niż to brzmiało (brzmiało zresztą też nie za prosto). Otrzymali zmutowanego Piraka, Zaktana, którego musieli nieść w wypełnionej wodą sferze. Poinformował ich, że Teridax podąży do niedostępnego miejsca pod Koloseum. Jako Antidermis będzie mógł przeniknąć przez pęknięcia za wąskie nawet dla Norika z jego Maską Pomniejszenia. Jedyną opcją było dostać się tam, niszcząc fundamenty, co zniszczyłoby strukturę wieży.

Oczywiście wyskoczenie znikąd ze słowami: "Mamy rozwalić najważniejszy budynek w mieście" nie zaowocowało przyjaźnią z Toa Mahri. Od zniknięcia Takanuvy byli na granicy swojej wytrzymałości. I właśnie ją przekroczyli.

Hewkii znów zakręcił swym łańcuchem. Tym razem Iruini złapał go w powietrzu i pociągnął. W ostatniej chwili odsunął się, pozwalając Toa uderzyć w kamienną ścianę.
- Głazie, poznaj skałę - mruknął. - Wysłuchasz mnie teraz?

Kualus połączył siły z Bomongą, aby przyszpilić Nuparu, którego Maska Ciszy uczyniła go niemal niemożliwym do odszukania. Nagła zamieć ujawniła Toa Mahri Ziemi, ale odnalezienie go, a zatrzymanie go to dwie różne rzeczy. Bomonga zwiększył swoj rozmiar do 60 stóp, ale wystawił się tym samym na ataki, a nagły wstrząs pozbawił go równowagi.

Kualus zmarszczył czoło. Poznał tych Toa Mahri, gdy byli jeszcze Matoranami. Rozumiał ich podejrzliwość i zawahanie, biorąc pod uwagę okoliczności, ale jeśli tak to będzie trwać, to ktoś może ucierpieć. Należało sięgnąć do bardziej drastycznych środków. Używając swojej Maski Kontroli Rahi, sięgnął umysłu masywnej bestii mieszkającej pod nimi w Archiwach. Z ziemi wystrzeliła wielka łapa z pazurami i złapała Nuparu.

- Puszczaj go! - krzyknęła Hahli, zmiatając Kualusa z użyciem masywnej fali. Choć został niemal oszołomiony, dotarło do niego, co się stało - jego koncentracja została zerwana. Nikt nie kontrolował już Rahi.

Monstrum wyszło spod ziemi w strudze ziemi i skał. Mając dobrze ponad 60 stóp wzrostu, rozejrzał się z pomocą trzech głów. Światło z podwójnych Dziur Słonecznych padło na jego brązowe łuski, gdy rozciągnął błoniaste skrzydła. Jego ryk zwycięstwa potrzaskał wszystko, co kryształowe aż do Ko-Metru.

Słowo "Toa" oznacza "bohater" po matorańsku. A jedną z cech bohatera jest zdolność odłożenia osobistych uraz podczas kryzysu. Toa Mahri i Toa Hagah przerwali walkę w obliczu potwora z głębi. Wciąż rozchwiany po uderzeniu Hahli, Kualus nie mógł objąć kontroli nad potworem. Ale Jaller i Norik już zdązyli odkryć, że potwór boi się ognia i ich bliźniacze ataki zmusiły go do wycofania się do Po-Metru.

Potwór nie zamierzał odejść bez walki. Cisnął Nuparu w dal, z przerażającą prędkością. Hewkii użył Maski Grawitacji w nowy sposób, zwalniając Toa Ziemi na tyle, aby go nie rozerwać na strzępy.

Bomonga, wciąż powiększony, zaatakował Rahi gołymi pięściami. Równie dobrze mógł jednak być Toa Wody wzywającą lekki deszczyk. Nadeszła kolej Kongu i Iruini, którzy łącząc swoje działania z Toa Ognia stworzyli tornado płomieni.

Rahi znalazł się w samym oku cyklonu, na tyle gorącym że zaczął topić najbliższe wzniesienia. Ryknął i próbował odlecieć, ale jego skrzydła już stały w ogniu. Otoczony przez żar, przewrócił się. Siła uderzenia zatrzęsła ziemią na wiele kio dookoła.

Jedenastu Toa podeszło do bestii. Onu-Matoranie już szykowali ją do powrotu do Archiwów. Po-Metru było jak pole bitwy, ziemia byla osmalona i spalona. Niedaleko Po-Matoranie gasili ogień w wioskach, z pomocą Hahli i Gaaki. Tylko fakt, że teren był właściwie niezamieszkany uchronił okolicę przed prawdziwą tragedią.

Norik spojrzał na Jallera.
- Albo to skończymy - powiedział, - albo dokończymy w niezamieszkanym terenie. Inaczej ktoś z Matoran wkrótce zginie - a nikt z nas tego nie chce.

- Co się stanie, jeśli zniszczycie Koloseum? - zapytał Jaller.

- Nie chcemy nikogo zranić - powiedział Pouks. - Próbujemy ich ocalić.

- Tak, i naprawdę chyba zidiocialiśmy - dodał Iruini, - bo jest tu prawie tuzin Toa... którzy walczą między sobą zamiast wykombinować, jak się dostać na dół i nie zniszczyć budynku.

- Ale czego od niego chcecie? Czemu tu jesteście?

- Słuchaj mnie - powiedział Norik. - Toa Nuva są w Centrum Wszechświata, walcząc za Wielkiego Ducha. Ale prawdziwej tajemnicy, prawdziwych sekretów... ukrytej wiedzy o działaniu tego kosmosu nie ma tam. Ona jest gdzieś pod waszymi stopami, gdzie jeszcze ani Toa, ani Matoran, ani Turaga nie dotarł. Uważamy, że Makuta dotarł do tego miejsca - jeśli tak, może już być za późno.

Plan zajął im kilka godzin, w większości aby przekonać Turaga że Toa nie oszaleli i drugie pół dnia aby wykonać to, co wymyślili. Gdy już byli gotowi, Jaller, Norik, Pouks i Nuparu użyli swych mocy, aby nadkruszyć fundamenty i stworzyć tunel, gdzie jeszcze nikt nigdy nie był. Na zewnątrz Maska Hewkii'ego, moc Lodu Kualusa i rozmiar Bomongi pomogły w utrzymaniu Koloseum nietkniętego. Gdy tunel był gotowy, Hahli i Gaaki użyły Wody, aby schłodzić jego ściany. Iruini i Kongu pilnowali Zaktana, przy czym Kongu był więcej niż gotowy, aby posłać szklane więzienie Piraki w powietrze w razie nieproszonej reakcji.

Nadeszła najtrudniejsza część. Kualus i Bomonga musieli opuścić Hewkii'ego, aby dołączyć do innych. Cały ciężar budynku utrzymywał się tylko dzięki jego masce.

- Pójdziemy z wami - powiedział Jaller do Norika.

- Nie - odparł lider Hagah. - Jeśli nam się nie uda... a Teridax ucieknie... być może będziecie ostatnią szansą, aby go zatrzymać. Ja i Pouks zamkniemy za sobą tunel. Szybko, Hewkii już długo nie wytrzyma.

Jaller chciał coś powiedzieć, ale Norik miał rację - Toa Kamienia był na krawędzi wytrzymałości. Obserwował znikających pod ziemią Hagah. Chwilę potem połączona moc Ognia i Skał zamknęły wejście. Dał znak Hewkii'emu, który zaczął powoli, powoli, zmniejszać moc swojej maski, aby przywrócić Koloseum jego ciężar. Wówczas Toa Skał zemdlał.

- Wyjdzie z tego - powiedział Hahli, podchodząc do niego. - Ale myślę, że popełniamy błąd. Kto wie, na co się natkną.

- Wiem - odparł Jaller. - Gdy obserwowałem Pouksa i Norika zamykających za sobą tunel pomyślałem sobie... Jeszcze nigdy nie widziałem nikogo, kto by zamykał za sobą swój grób.

Cytat:
Piątka Toa Mahri stała w półkolu wpatrując się w podstawę Koloseum. Chwilę wcześniej Toa Hagah zniknęli w tunelu zmierzając do Mata Nui wie czego. Teraz wydawało się że Mahri nie mają tu czego szukać.
-Jak myślicie, co oni tam znajdą? - Spytał Nuparu.
-Ścieki - Rzekł Hewkii lekceważąco - Śmieci. Szczury Skalne. Może podziemny strumień, może dwa. Tam na dole nic nie ma.
-Skąd masz pewność? - Zapytał Jaller.
-Onu-Matoranie byli wszędzie pod tym miastem - Odparł Hewkii - Jeśli by tam coś było to znaleźliby to do teraz.
-Może - Powiedział Nuparu, nie do końca przekonany.
-Chodźmy - Odezwała się Hahli - Nic nie zdziałamy stojąc tutaj.
Toa Mahri Wody odwróciła się by wrócić do Ga-Metru. Wtedy zobaczyła złoty kryształ unoszący się w powietrzu. Podeszła by go dotknąć lecz oddalił się od niej.
-Co to jest? - Spytała.
-Coś czego potrzebujesz
Toa Mahri odwrócili się by ujrzeć stojącą za nimi kobietę w hebanowej zbroi. Przez sekundę myśleli że jest Vortixx, lecz po bliższym przyjrzeniu się jej stwierdzili że należy do nieznanej im rasy. Trzymała tarczę, lecz nie widzieli by miała jakąś broń.
-Nazywają to Sercem Visoraków - Mówiła dalej - Jest teraz aktywne, a jego siła wzrasta. Visoraki przybędą z każdego znanego miejsca Wszechświata by to znaleźć, gdziekolwiek będzie.
Wy Toa musicie zabrać to na wyspę Artidax i zostawić tam. Zbierzecie Visoraki w tym miejscu, gdzie zostaną uwięzione na zawsze.
-Dobra - Rzekł Jaller - A kto będzie strzegł Metru Nui gdy odejdziemy?
-Będzie chronione, bez obaw - Powiedziała. Wyciągnęła małą kamienną tabliczkę zawierającą instrukcje dotarcia do wyspy i przekazała im ją - Teraz musicie wziąć Serce i zabrać je stąd, zanim Visoraki zejdą się w mieście w jego poszukiwaniu. Idźcie, teraz!
Zanim Toa mogli zadać jej pytania, ciało opancerzonej kobiety rozbiło się na miliony kryształowych fragmentów które rozproszyły się na wietrze.
Po chwili odeszli.
-Cóż, to było... niesamowite - Powiedział Kongu.
-Więc co robimy? - Spytał Nuparu - Jeśli mówiła prawdę... To miasto naprawdę nie jest gotowe na kolejną plagę na wielką skalę.
-To jest duże jeśli - Powiedział Jaller - Więc Kongu i Hewkii, wy zostajecie tutaj. Hahli, Nuparu i ja wyruszymy do tego miejsca Artidax.
(by Taki Owaki)
------
Trzej Toa Mahri odpłynęli statkiem w ciągu godziny. Kongu i Hewkii obserwowali ich przez jakiś czas, potem zaczęli omawiać, jak powinni patrolować miasto. Gdy skończyli, poszli w stronę Koloseum.

Żaden z nich nie zauważył chmury kryształowych odłamków łączących się za ich plecami w tajemniczego osobnika, który ich odwiedził. Gdy zaś jej tarcza ich powaliła, żaden nie zauważył już niczego.

--------------------------------------------------------------------------------
Podróż na Artidax była długa, ale spokojna. Nuparu czujnie wypatrywał Visoraków, ale nie zobaczył żadnego w ciągu kilku pierwszych dni. Gdy zbliżali się do wyspy, zauważył kilka śladów po pająkach na wyspach, które mijali. Jeśli ich informatorka miała rację, to prawdopodobnie już teraz ścigała ich cała horda.

Pierwsze, co zauważył Jaller, gdy dopłynęli, były świeże ślady. Było tam wiele starszych, zamazanych przez wiatr i fale, ale te wyglądały, jak zrobione przed chwilą. W wodzie zaś pływały kawałki drewna, najwyraźniej szczątki statku albo łodzi.

- Tak, ktoś tutaj był - powiedział.

- I wciąż jest - odparł głos. Należał do wysokiej, niebieskiej istoty, z hełmem pełnym wody na głowie. Trzymał w ręku wyciosany sztylet z kamienia.

- Takadox?! - zapytał zaskoczony Jaller. On i jego drużyna walczyli już z Takadoxem i innymi Barraki w Dole. - Jak ci się udało uciec? I gdzie są twoi kumple? Gadaj, żałosny owadzie!

- "Uciekłem", jak to ująłeś, z chęci uczynienia czegoś dla Mata Nui - odparł z lodowatym uśmiechem Takadox. - A moi "przyjaciele", na pewno gniją teraz w celach, tam gdzie ich miejsce. Ale co was sprowadza do tego uroczego zakątka?

- Oni - odparł Nuparu, wskazując na ocean. Stawał się on oceanem Boggaraków, ślizgających się na wodzie w kierunku wyspy. Za nimi, na kawałkach statków i łodzi wszelkiego rodzaju, były tysiące Visoraków. Wszystkie zmierzały na Artidax.

- Idą za nami - powiedział Jaller. - Ale nie martw się, nie zostajemy na długo... oczywiście, one tak.

- Cała horda? - zapytał Takadox. - Niesiecie Serce Visoraków... słyszałem o nim, choć nigdy go nie widziałem, oczywiście. A wy je prowadzicie tutaj... To mówi samo za siebie.

- Mów jaśniej, Takadox - powiedziała Hahli, - albo zostawimy cię pająkom do towarzystwa.

- Całkiem niezły pomysł - powiedział Takadox. Zbierając całą swą siłę woli, skupił swe spojrzenie na Hahli, potem na Jallerze. Kiedy Nuparu próbował zasłonić oczy, jego towarzysze złapali go i zmusili do spojrzenia na Takadoxa. Po chwili cała trójka była w transie.

- Teraz lepiej - powiedział Barraki. - Jakiś czas temu, dwie dziwne istoty pojawiły się tu w błysku światła. Nie zauważyli mnie, więc postanowiłem iść za nimi i obserwować. Zainstalowali coś na zboczu największego wulkanu na wyspie... Nawet ja mogę wam powiedzieć, co jest grane: zamierzają wywołać erupcję. A kiedy to nastąpi, z wyspy pozostaną tylko popioły. Oboje zniknęli tak szybko, jak się pojawili, nie dając mi szansy na ucieczkę... póki wy nie przybyliście. Teraz wezmę wasz statek i ucieknę stąd... znowu... a wy będziecie stać tu grzecznie i cicho, czekając na marny koniec. Jeśli będziecie mieli szczęście... wielkie szczęście... wulkan wybuchnie, zanim Visoraki zatopią w was zęby.

Chichocząc, Takadox wspiął się na łódź Toa. Podniósł kotwicę i rozwinął żagle, odpływając z dala od Artidaxu. Za nim troje Toa Mahri stała jak posągi, nie mogąc go powstrzymać. A kiedy jego statek zniknął za horyzontem, a wulkan coraz bardziej zbliżał się do wybuchu, pierwsze Visoraki postawiły swoje stopy na wyspie.

Cytat:
Toa Norik szedł powoli przez wąski tunel pod Kolseum. Za nim szli gęsiego pozostali Toa Hagah, z oczyma i uszami szeroko otwartymi. Wszyscy wiedzieli, że to miejsce nie zostało nigdy naruszone stopą żadnego Matorana, Toa, Turaga lub innej inteligentnej istoty.

Cóż, nie była to do końca prawda. Jeśli Zakon Mata Nui miał rację, Makuta Teridax przybył tu całkiem niedawno. Oczywiście, ta informacja pochodziła od Piraki Zaktana, który prowadził teraz pozostałych Toa Hagah. Jego aktualna, zmutowana postać morskiego węża oznaczała, że Kualus musiał nieść Zaktana w wypełnioną wodą sferze.

- To mi przypomina Archiwa - szepnął Iruini. Po czym dodał: - Ich też w sumie nie lubię.

- Ale musisz przyznać, że Teridax tu pasuje - odparł Norik. - Mroczne, cuchnące miejsce w sam raz dla szczura skalnego.

- Nie szukamy nowego lokum - uciął Norik. - Skupcie się na zadaniu.

- Taak, walczcie między sobą - syknął Zaktan. - Wy, Toa, jesteście wszyscy tacy sami... banda miękkich idiotów.

- Nie wszyscy - zachichotał Kualus. - Ja, na przykład, jestem w dodatku niezdarą. Właściwie, to ta sfera wyślizguje mi się z palców przez cały czas... Chyba byś nie chciał, żebym ją upuścił.

Zaktan zaklął. Kualus odpowiedział na to, puszczając na chwilę sferę i znów ją łapiąc.
- Uuups! Wybacz, moja wina - powiedział Toa.

Przed nimi Norik zatrzymał się. Używając małej części swojej mocy Ognia, oświetlił jedną ze ścian. Znajdowała się na niej seria zapisków, najwyraźniej bardzo, bardzo starych.

- Czy to Matorański? Nie wygląda na taki - powiedział Norik. - Nie poznaję tego języka.

- Niech no zerknę... - powiedział Bomonga. Był mistrzem podziemi i widział w swoim życiu więcej niż stare zapiski. - To nie jest Matorański, tak mi się zdaje... może to jakiś wymarły język. Niewiele z tego rozumiem... to chyba jakaś kronika.

- Kronika czego? - zapytała Gaaki.

Bomonga przez chwilę się nie odzywał, tylko studiował zapiski.
- Nie potrafię powiedzieć. Wszystko, co rozumiem, to ta nazwa... nie wiem, czy osoby, czy miejsca... Bara Magna.

Nikt nic nie powiedział, gdy próbowali sobie przypomnieć tę nazwę. Po chwili wszyscy zrozumieli, że nigdy nie słyszeli o niej. Jeśli to było w znanym im świecie, musiał to być niezbadany rejon.

- Jest tam coś, jak wcisnąć Makuta do pancerza i go unicestwić? - zapytał Iruini.

- Chciałbym - mruknął Bomonga.

- Dobra, idziemy - powiedział Norik. - Zaktan, jak daleko jesteśmy?

- Nie wiem - warknął Piraka. - Też nigdy tu nie byłem. Wiem tylko z zapisków, które widziałem, że Makuta musiał tu przyjść. Nie jestem nawet pewien, czy wiedział, co to jest, ani czy to "co" istnieje - może się domyślał.

- Nie ma nic gorszego od domyślnego Makuty - mruknął Iruini.

- Myślałem, że ta podróż będzie... bardziej niebezpieczna - powiedział Pouks. - Z tego, co mówiła Gaaki przed naszym odejściem... o miejscu śmierci i takie tam... oczekiwałem mnóstwa pułapek i wrednych Rahi, a dostaję wycieczkę pod Metru Nui.

Tunel nagle wypełnił głośny pomruk, narastający z każdą chwilą. Zbyt późno Iruini zawołał:
- Uciekać! Wszyscy uciekać!
W następnej chwili uderzył w ścianę, wraz z resztą Hagah. Tylko przez łut szczęścia Kualus wykręcił się tak, że sfera Zaktana nie roztrzaskała się od uderzenia.

Teraz wszyscy Hagah zostali uwięzieni, przyszpileni do ściany potężną siłą magnetyczną. Norik próbował wezwać swą moc Ognia, ale tunel był ognioodporny. Każdy z nich próbował po kolei swoich mocy, ale okazało się, że ściany są w jakiś sposób odporne na ich energie żywiołów.

- Makuta? - zapytał Iruini.

- Nie sądzę - odparł Norik. - Nie działa z taką subtelnością. To musi być jedna z tych pułapek, których oczekiwał Pouks.

- Cóż, mogło być gorzej - powiedział Kualus. - Znaczy się, w końcu na pewno wymyślimy, jak się oswobodzić.

- Skąd wiesz, że bedziemy mieli na to czas? - zapytał Bomonga. - Czujesz to?

Wszyscy czuli. Parzący, metaliczny odór sączący się z tunelu nad nimi. Wszyscy wiedzieli, co to jest, ale tylko Norik powiedział to na głos.

- To stopione protodermis - powiedział cicho. - I płynie w naszą stronę.

Cytat:
Toa Jaller stał na plaży Artidax, unieruchomiony przez hipnotyczny trans Takadoxa. Obok niego stali, także sparaliżowani, Hahli i Nuparu. Żadne z nich nie było świadome tego, co się dzieje - choć może to i lepiej.

Artidax miał stać się scenerią katastrofy. Jego wulkan był na krawędzi erupcji, zrzucając ogień i pył na wszystko, co znalazło się wokół niego. Nie wiedząc tego, Toa Mahri przynieśli tu Serce Visoraków, kryształ mający zwołać całą hordę Visoraków w jedno miejsce. Pomysł polegał na tym, aby je tu zgromadzić, ale nikt nie wiedział, że ukrywał się tu Takadox, który zahipnotyzował Toa i uciekł ich statkiem.

Co gorsza, Visoraki już przybyły, już teraz kłębiły się na plaży dookoła Toa.

Podsumowując, to nie był najlepszy dzień dla Toa Mahri...

--------------------------------------------------------------------------------
Visoraki, jak się mówi, nigdy nie zapominają.

Te, które właśnie docierały do Toa Mahri, spotkały już Toa, 1000 lat temu w Metru Nui. Oczywiście, to byli inni Toa, ale dla Visoraków wszyscy Toa wyglądali tak samo. Pamiętali, może trochę mgliście, ale jednak, ból który sprawili im Toa i swoją nienawiść do nich.

Ale przypomnieli sobie jeszcze jedną rzecz. Toa mogli wydawać się słabi, pokonani, ale wówczas mogli uderzyć z niszczycielską siłą. Pająki nie spieszyły się, by podejść do swoich bezbronnych wrogów, skoro to mogła być pułapka. Odsunęły się nieco, czekając, aż Toa zareagują. Inne zaczęły przeszukiwać wyspę - jeśli ci Toa naprawdę byli sparaliżowani, jak na to wyglądało, to coś musiało to sprawić. Czy to coś wciąż było na wyspie, czekając aby zaatakować Visoraki?
--------------------------------------------------------------------------------
Myśl przemknęła Jallerowi przez głowę. To było bardzo dziwne, gdyż teraz nie był w stanie myśleć. Ale jakaś maleńka część jego świadomości wciąż mogła to sobie uświadomić: to nie była jego myśl.

"Toa nie powinien umierać w ten sposób".

Ta mała iskierka świadomości wkrótce wzbudziła następne wspomnienie. Już słyszał ten głos. Należał do Makuty. Choć w ustach Maxilosa brzmiał inaczej, wciąż był tak samo arogancki.

Głos mówił dalej. "Sparaliżowany na plaży, o krok od zabicia przez Visoraki albo spalenia przez lawę? Czy o tym mówią legendy? Nie sądzę. Nie, nie szukaj mnie dookoła... nie, żebyś mógł, w swoim stanie. Nie ma mnie na Artidaxie, ale gdzieś z dala od was. Ale moja moc wzrosła, mogę widzieć i mówić do ciebie. Jaller, Jaller... Vakama miał wobec ciebie wiele oczekiwań, a spójrz na siebie. Robisz za wspaniały pomnik."

"Oczywiście, powinienem nie zgodzić się z tym, co zaplanowaliście dla moich Visoraków... ty i ci, którzy spowodują wybuch wulkanu. Ale ty o tym nie wiedziałeś, prawda? Byłoby wielką stratą, nie zobaczyć wyrazu twojej twarzy gdy zdasz sobie sprawę z prawdy..."

Jallera przeszyła nagła iskra bólu, ostra, niemal nie do wytrzymania. Przebiła się przez mgłę hipnozy. W tej samej chwili ocknął się, jego umysł otrzeźwiał. Ktoś do niego przemówił... ale kto? Co powiedział? Co się stało?

Nie było czasu, by się nad tym zastanawiać, nie z Nuparu i Hahli wciąż zahipnotyzowanymi i zbliżającymi się Visorakami. Nie mając wyboru, Jaller cisnął małe kule ognia w swoich partnerów. Tak jak oczekiwał, ból ich ocucił.

- Hej! - warknął Nuparu. - O co chodzi?

- Żeby nie dać się zabić, o to chodzi. Trzeba się wydostać z tej wyspy.

Hahli już działała, wzywając ścianę wody miażdżącą nadchodzące Visoraki. Jaller wzniósł ścianę ognia, blokującą drogę tym za nimi. Tak Toa, jak i Visoraki zamarli, słysząc głęboki łomot, nadchodzący z głębii wulkanu.

- O-o - powiedział Nuparu. - Nie znam się na lawie tak jak ty, Jaller, ale wiem dosyć o wulkanach, żeby wiedzieć co to znaczy - zaraz eksploduje!

- Mata Nui - szepnęła Hahli. - Myślicie, że po to sprowadzili tu Visoraki? Żeby je zabić?

Coś nawiedziło Jallera, wspomnienie tego co słuszał, ale nie mógł dokładnie uświadomić sobie co. Ale wiedział, że mówi prawdę, gdy rzekł:
- Najwyraźniej o to im chodziło... i chyba nie obchodziło ich, czy przeżyjemy.

- Nie ma naszej łodzi! - powiedział Nuparu. Sześć Visoraków zbliżało się do nich, ale strzał z Cordaka skutecznie je odstraszył.

- No to płyniemy - powiedział Jaller.

- Gdzie? Jesteśmy pośrodku niczego - wskazał Nuparu.

- Możesz płynąć, usmażyć się albo zostać na obiad u Visoraków. Masz do wyboru.

- Mówiłem ci kiedyś, jak kocham wodę?
Nuparu aktywował swoją moc Ziemi, podnosząc grunt przed Toa, tworząc drogę do wody chwilowo wolną od Visoraków.

- Jazda! - krzyknął Jaller.

Cała trójka pobiegła i zanurkowała do oceanu. Visoraki zostały za nimi, zdezorientowane. Ich ofiara uciekała, ale Serce Visoraków było tutaj. Miały pozostać tam, gdzie ono, prawda?

W wodzie, Toa przebijali się przez nadpływające części hordy. Jaller obejrzał się. Przez chwilę miał ochotę zniszczyć Serce, ale wówczas Visoraki rzuciłyby się za nim i jego przyjaciółmi.

- Tak muszą robić Toa - pomyślał. - Toa nie zabijają... ani nie pomagają w tym. Ale może trafiliśmy do nowego świata - takiego, w którym nie możemy ufać ani przyjaciołom, ani wrogom. Może wszystko, co musimy robić, to próbować przeżyć.

Toa wciąż byli bardzo blisko wyspy, gdy wulkan eksplodował. Hahli złapała swoich przyjaciół i pociągnęła ich pod wodę, gdy płonące odłamki skał zaczęły spadać dookoła. Zgromadzone Visoraki znalazły się zbyt blisko erucpji, aby uciec. Horda, która sprowadziła tyle bólu i śmierci, teraz miała zapłacić za swoje czyny.

- Co teraz? - zapytał Nuparu, gdy się wynurzyli. - Czeka nas długa droga do domu.

- Dotrzemy tam, tak czy inaczej - odparł Jaller. - A gdy już tam będziemy, pogadam sobie z pewną czarną babką i uzyskam parę odpowiedzi... albo zaczniemy własną wojnę.

Cytat:
Swego czasu Toa Hagah mieli lepsze i gorsze dni. Odkryli, że Makuta, którego chronili zdradził i chciał skrzywdzić Matoran; zostali zmienieni w Rahaga przez Roodakę; zostali zaatakowani przez wściekłych Hordika w Metru Nui - na skali "kiepskich dni" te punktowały dosyć wysoko.

Ale nic nie mogło się równać magnetycznemu przybiciu do ściany w podziemnym tunelu, gdy płynie na ciebie stopione protodermis i sycząca śmierć jest na wyciągnięcie ręki. To przebijało wszystko.

- Ktoś ma jakiś wspaniały plan? - zapytał Iruini.

Nikt nie odpowiedział.

- A ostatnie słowo ktoś ma?

Syczący odgłos zbliżającego się protodermis nagle zamienił się w odgłos pękających kamieni i metalu. Skały i pył poleciały w dół z tunelu nad nimi. Hagah spojrzeli w górę i zobaczyli, że w sklepieniu pojawiła się dziura. Spoglądało z niej coś, co wyglądało na wielkiego gada.

- Co my tu mamy? - zapytała istota. - Sześcioro Toa i ich akwarium w niebezpieczeństwie?

- To mówi! - powiedział Bomonga.

- Nie obchodzi mnie, czy śpiewa, tańczy, czy na ślepo żongluje Kanohi - odparł Iruini. - Możesz nas stąd wydostać?

Wielki stwór skinął głową.
- Mogę. I uwolnię... jak się dowiem, kim jesteście. Jeśli nie spodoba mi się odpowiedź, wracacie tu.

Przez chwilę Hagah ogarnęła okropna dezorientacja i zawroty głowy, a po chwili znaleźli się w innej części tunelu. Potwór też tam był, ale wyraźnie mniejszy. Również zbiornik Zaktana tam był.

- Teraz - prawem odkrywcy, pytam was kim jesteście, kim byliście i czemu tu jesteście.

Tak szybko, jak tylko potrafił, Norik wyjaśnił historię Hagah i o ich misji w tunelach. Wspomniał także o Toa Helryx z Zakonu Mata Nui. Potwór słuchał, od czasu do czasu kiwając głową, a gdy Toa skończył, uśmiechnął się.

- Więc Makuta uznali, dawno temu, że potrzebują opieki? Jakie to... zabawne. Ja także jestem Makuta - mam na imię Miserix - i bez wątpienia nie słyszeliście o mnie, dzięki mojemu śmiertelnemu wrogowi - Teridaxowi.

Bomonga i Kualus szykowali się do boju, ale Norik uspokoił ich gestem. Kimkolwiek był Miserix, właśnie ich uratował.

- Nie, żebym narzekał, ale jak nas znalazłeś... i uratowałeś? - zapytał Iruini.

- Ach, cały Toa - powiedział Miserix. - Myśli, że świat kręci się wokół niego. Nie wiedziałem, że tu jesteście. Szukałem Teridaxa. Jeśli chodzi o to, jak was uratowałem - teleportacja to drobna, ale pożyteczna cecha.

- Skąd wiesz, że Teridax tu jest? - zapytał Pouks. Inni wiedzieli, że po prostu kupuje sobie czas; jego maska analizowała i kopiowała moce Miserixa, ale to zajmowało pewien czas.

- Można powiedzieć, że wyczułem jego odór - odparł Miserix. - Ale prawda jest taka, że znalazłem Makutę, którego najchętniej posiekałbym na plasterki. Wskazał mi właściwy kierunek... w zamian zaś, nie posiekałem go. Był całkiem nietknięty, gdy go pochłonąłem. A, swoją drogą...

Miserix machnął dłonią, odtrącając Pouksa na ścianę. Jego Maska spadła.

- Nie lubię... gdy mnie naśladują - warknął Makuta.

Gaaki pomogła Pouksowi wstać i oddała mu maskę.
- Więc, co teraz? - zapytała.

- Teraz? - zapytał Miserix. - Teraz szukamy Teridaxa w jego jamie. Zmarnowaliśmy dosyć czasu na tego fałszerza.

Miserix odwrócił się i odszedł. Jeśli nawet martwił się, że Hagah za nim nie pójdą, albo że go zaatakują, nie okazywał tego. Szczerze mówiąc, nic go nie obchodziło. Jeśli nie poszliby za nim, nie zaszkodziłoby mu to. Gdyby zaatakowali go, zabiłby wszystkich.

Poszli za nim.

- On jest Makuta - powiedział szorstko Zaktan. - Wasz zaprzysięgły wróg! Czemu go nie zabijecie?!

- Ty jesteś Piraka - odparł Pouks. - Jesteś naszym zaprzysięgłym wrogiem. Czemu cię nie zabijemy? Bo cię potrzebujemy, morskie ścierwo - może jego też potrzebujemy.

Po podróży, która wydawała się ciągnąć godzinami, dotarli do końca tunelu. Kończył się niedużą komnatą, wypełnioną skomplikowaną maszynerią. Ale to nie to przyciągnęło uwagę Hagah - tylko dwa ciała w sali.

Kualus pierwszy podszedł do nieruchomych, opancerzonych postaci. Bomonga dołączył do niego i po chwili rzekł:
- Nie żyją od wielu, wielu tysięcy lat. Wyglądają jak Toa... jak widać, jeden ma czerwony, a drugi zielony pancerz... noszą Maski, tak jak my... ale jest w nich coś... odmiennego. Może bardzo dużo odmiennego.

Miserix zeskrobał kawałek pancerza z jednego z ciał. Zbadał je dokładnie.
- Ciekawe. Ich ciała nie są z protodermis. Najwyraźniej nic nie było, ani tkanka, ani Maski. Ale wszystko, co znamy, jest z protodermis. Jeśli oni nie są, to może znaczyć tylko, że...

- Nie są z naszego świata - skończył Norik. - Ale co tu robili, głęboko pod Metru Nui? Jak zginęli? I co to za miejsce?

Zanim Miserix zdołał odpowiedzieć, poczuli zapach ozonu. Grupa odwróciła się i ujrzała dziurę, kształtującą się za Toa. Na początku, nie widzieli w niej nic poza mrokiem... lecz wówczas mgliste kształty zaczęły iść ku nim.

- Coś mi mówi, że będziemy mieli towarzystwo - powiedział Miserix. - Być może, Hagah, zaraz zobaczymy, jak dobrze szła wam ta "opieka" nad Makuta.

Cytat:
Hewkii jako pierwszy się ocknął. Hewkii leżał obok niego, wciąż nieprzytomny. Umysł Toa Kamienia wypełniały pytania - Jak? Gdzie? Kto?

"Jak" było proste. Ktoś zaatakował ich od tyłu, krótko po tym jak Jaller i jego przyjaciele wyruszyli na Artidax. "Kto" - nie miał pojęcia, ale już nie mógł się doczekać, żeby znów tę osobę spotkać.

Również "Gdzie" było proste. Wciąż byli w Koloseum w Metru Nui. Niemal oczekiwał, że ocknie się z celi, ale tak nie było. Nie widział nawet straży w korytarzu. Nie mieli broni, ale wciąż nosili Maski.

"Czemu"? To miał właśnie odkryć. Dał Kongu kuksańca w maskę.
- Wstawaj, zefirku - rzucił. - Mamy coś do roboty.

- Hmmm? Co? - mruknał Kongu, trzęsąc głową. - Gdzie jestem i czemu mnie bijesz?

Hewkii już szedł ku drzwiom.
- Przekonajmy się.

Uszedł zaledwie kilka kroków, gdy chmura czarnych kryształowych kawałków pojawiła się przed nimi, tworząc czarną postać, która powiedziała Mahri o ich misji na Artidax. Hewkii wiedział już kim jest "kto".

- A wię - powiedział - to jakaś sztuczka.

- Skoro tak chcesz to widzieć... - odparła kobieta. - Jestem Johmak, agent Zakonu Mata Nui. Ma on swoje powody, żeby Toa Mahri nam nie przeszkadzali. Chcieliśmy też pozbyć się Visoraków - postanowiliśmy ubić dwa Gukko jednym kamieniem.

Kongu stanął za Hewkii'm.
- Ale wy myśleliście, że stąd szybko znikniemy, prawda?

Johmak skinęła głową.
- A gdy nie zniknęliście, musieliśmy wkroczyć do akcji. Nie chcieliśmy, żebyście nam przeszkadzali.

- W czym? - zapytał Hewkii.

Johmak znów rozpadła się na kawałki i poleciała na koniec korytarza. Znajdowało się tam okno wyglądające na południe Metru Nui. Gdy odzyskała swoje kształty, odparła:
- W tym!

Hewkii i Kongu spojrzeli na miasto, zszokowani. Nie wyglądało już na miasto, w którym żyli przez ostatnie kilka tygodni. Teraz to była ni mniej, ni więcej, lecz forteca. Wysokie ściany wyrosły nad zatoką, na ich szczytach zamontowane były potężne bronie. Były również widoczne na szczytach budynków. Ulice do Koloseum były zabarykadowane, strzeżone przez agentów Zakonu. Matoranie z ochotą budowali kolejne systemy obronne.

- Co się tutaj dzieje?! - wybuchnął Hewkii.

- Makuta ponieśli wiele porażek, ale wciąż nie są pokonani - rzekła Johmak. - Musimy rozegrać jedną, ostateczną bitwę aby ich zniszczyć, ale chcemy wybrać nasze pole bitwy. Rozpuściliśmy polotki na Stelt, że Wielki Piec staje się wytwórnią wirusów mającą odtworzyć żrący protostal wirus który zabił Makutę Kojola.

- Zmieniliście Metru Nui w ich cel? - zapytał z niedowierzeniem Kongu.

- Ono już od dawna było celem - odparła Johmak. - Tylko że teraz jest lepiej przygotowane.

- Gdzie są Turaga? - zapytał Hewkii.

- Okazali się... niechętni do współpracy. Zostali... poproszeni... by pozostać w Koloseum na pewien czas.

- A czego chcesz od nas? - zapytał Kongu.

- Niczego - odparła Johmak. - Naprawdę niczego. Trzymajcie się z dala od nas. Z waszej przyczyny może ucierpieć wielu agentów Zakonu... o was nie wspominając.

Johmak zmieniła się znowu w obłok kryształów i wyleciała przez okno. Hewkii obserwował jej odejście z narastającą furią.

- Nikt nie wybiera mojego miasta jako pole bitwy i mówi mi żeby nic nie robić! - warknął. - Nikt!

***
Makuta Miserix i sześcioro Hagah odwrócili się, gdy jedna z postaci zaczęła wychodzić z portalu. Byli przygotowani na wszystko, ale nie na to, co zobaczyli.

Toa Helryx wyszła pierwsza, za nią Keetongu. Portal zaczął się zamykać, ale nagle znów się poszerzył, gdy dotarły jeszcze dwie postacie. Hagah nie poznali żadnej, ale widać było od razu, że Helryx ich zna.

- Axonn? Co ty tu robisz? I... co się stało z Brutaką?

Axonn pokrótce wyjaśnił jak odnaleźli zbiornik, z którego powstali Makuta, a potem do niego wpadli. Opowiedział też, jak Brutaka się przemienił i jak nalegał, że muszą tu natychmiast dotrzeć - nie wyjaśniając, gdzie jest "tutaj". Wówczas użył Maski Portali, by się tu zjawić.

- A więc... to on otworzył portal, którym tu przybyliśmy? - zapytała Helryx.

- Nie - odparł Brutaka głosem jak grzmot. - Jest jeszcze inna Olmak... której użyto w złym celu... albo jeszcze gorzej. Może zagrażać nam wszystkim.

- To będzie musiało trochę zaczekać - powiedział Iruini. - Słuchajcie, jesteśmy tu, żeby na wasz rozkaz znaleźć Makutę Teridaxa. Powiedziano nam, że to miejsce pełne pułapek, znane też jako "miejsce śmierci". Nie widzę Teridaxa, wpadliśmy w tylko jedną, za to porządną pułapkę i nikt nie zginął. Kiedy zacznie się coś dziać?

Strumień energii wytrysnął z maszynerii w pobliżu. Uderzył w Brutakę, niszcząc jego maskę.

- Musiałeś pytać - mruknął Bomonga.

- Przepraszam was za to gwałtowne powitanie - rozległ się głos Teridaxa. Był dziwnie łagodny i brzmiał jakby dochodził zewsząd. - Ale nie chciałem, aby Brutaka pomógł wam wyjść za wcześnie. Nie teraz, gdy mamy tyle do omówienia.

- Makuta! - krzyknęła Helryx. - Wiemy, co planujesz. Nie uda ci się to!

- Wiecie? - powtórzył Teridax, rozbawiony. - Gdybyście wiedzieli, uciekalibyście w panice. Nie, tylko podejrzewacie... tak jak Zaktan. A może jednak on coś wie?

Głośny, buczący dźwięk wypełnił pokój. Chwilę potem zarówno Zaktan, jak i szklana kula z wodą, w której się znajdował, eksplodowali.

- Teraz nikt się nie dowie - powiedział Teridax. - Teraz, o czym sobie pogadamy? Ekonimii na Stelcie? Ostatnich wynikach Akilini? Waszych wysiłkach by zmienić Metru Nui w zbrojny obóz? Nie, już wiem - podyskutujmy o końcu świata, jaki znacie.

***
Wyspa Destral leżała w ruinie.

Forteca Makuta została obrócona w gruzy. Vezon, ostatnia żywa i świadoma istota w fortecy już zdążył odejść z pomocą Maski Portali. Ocalali przemieszczali się od pokoju do pokoju szukając ocalałych albo czegoś do zrabowania.

Wewnątrz podziemnej komnaty ocknęła się samotna postać. Znała swoje imię - Takanuva - i pamiętała porwanie przez Makuta. Od tamtej pory nie pamiętał niczego, aż do momentu ocknięcia się w tym kanistrze.

Kopnięciem wywalił pokrywę kanistra i wyszedł z niego. Dookoła były jego duplikaty - niektóre martwe, inne w śpiączce. Więc znalazł odpowiedź na jedno ze swoich pytań - nie był jedyny.

Coś go dręczyło... coś było nie tak. Ale co? Wiedział że jego pancerz nie był czarny... więc miał jedną opcję. Ale czy to była odpowiedź? Nie, nie była. Wiedział, że zmieniło się coś jeszcze.

Wiedział... mógłby przysiąc... że kiedyś nie chciał zniszczyć świata. Ale teraz?

Teraz Mroczny Takanuva nie mógł się już tego doczekać.

Cytat:
Podziemia miasta Metru Nui były "miejscem śmierci", jak ostrzegała Toa Gaaki. Miała rację, przynajmniej w stosunku do Piraki Zaktana, którego właśnie zabił Makuta Teridax. Nie dość tego - nie mogli powiedzieć, gdzie jest Teridax, jego głos dochodził ich bowiem zewsząd dookoła. Ale nie widzieli nigdzie jego ciała.

Przeciwko niemu stanęli bardzo silni przeciwnicy. Toa Helryx, lider Zakonu Mata Nui; Keetongu, potężny Rahi; sześcioro Toa Hagah; Makuta Miserix; Axonn i Brutaka, członkowie Zakonu. Ze wszystkich Brutaka wydawał się najpotężniejszy, otoczony zieloną poświatą i unoszący się kilka cali nad ziemią. Nawet bez swojej Maski, potrzaskanej przez Teridaxa, był przerażająco potężny.

- Pokaż się, zdradziecki robaku! - ryknął Miserix. - Raz na zawsze rozwiążemy kwestię, kto rządzi Bractwem Makuta!

Usłyszeli lekki śmiech, dobywający się z każdego zakątka komnaty.
- Bractwo? Nie ma już Bractwa, Miserixie. Wkrótce Makuta w Karda Nui będą martwi. Makuta Tridax już nie żyje, tak jak Spiriah i inni. Moje uszanowanie dla Zakonu Mata Nui.

- Nie wydajesz się zmartwiony tym, że twoi towarzysze giną - powiedziała Helryx. - Czemu?

- Nie mam towarzyszy - odparł Teridax, - bowiem nie mam sobie równych.

Brzęk wypełnił komnatę, narastając, coraz głośniej i głośniej, aż nie przepędził z ich umysłów wszelkich myśli. Był tylko dźwięk, od którego pękała głowa, od którego nawet Axonn padł na kolana. Jedynie Brutaka się oparł. Wystrzelił strumień energii z miecza, krzycząc "Dosyć!". Energia uderzyła w maszyny na odległej ścianie i dźwięk ucichł. Teridax się zaśmiał.

- To była tylko... próbka tego, co nadejdzie.

- Wiem wszystko, o czym ty zapomniałeś - powiedział Brutaka. - Wiem, że zagroziłeś milionom istnień swojemu naiwnemu zrywowi po władzę. Nie to miałeś robić. Nie po to zostałeś stworzony.

- Jest w maszynach - mruknął Miserix. - Oczywiście. Więc, jeśli je zniszczymy...

Makuta cisnął w maszyny kulą energii grawitacyjnej. Tam, gdzie uderzyła, metal zaczął się kruszyć i zwijać, gdy grawitacja zwiększyła się stukrotnie. Ale to nie Teridax odpowiedział atakiem - lecz Brutaka! Cios z jego miecza posłał Miserixa w powietrze.

- Nie! Nie rozumiesz! - krzyknął Brutaka.

- Więc wyjaśnij im - powiedział Teridax. - Proszę.

Brutaka skinął głową.
- Jes... jesteśmy tak blisko umysłu Mata Nui, jak to tylko możliwe. Jeśli zniszczymy to miejsce, zniszczymy jego umysł i spuścimy zagładę na nasz wszechświat.

- Nie rozumiem - rzekł Norik. - Jeśli to jest umysł Mata Nui... gdzie jest jego ciało?

Brutaka wskazał gestem na wszystkie sprzęty dookoła.
- To nasz wszechświat, Toa. Żyjemy wewnątrz Wielkiego Ducha. Ale teraz Teridax przejął jego ciało i je kontroluje... kontroluje wszystko. Gdy Toa Nuva przywrócą ciało do życia, Teridax będzie mógł zarzucić mrokiem wszystko, co żyje.

- Jak go powstrzymać? - zapytał Iruini.

- Pokażę ci, jak! - ryknął Miserix. Okręcił się i cios za ciosem zaczął niszczyć maszyny, ściany, sklepienie, wyrządzając niewypowiedziane szkody. Axonn, Toa i Keetongu starali się go powstrzymać, ale odrzucił ich na bok.
- Niech wszyscy zginą - rzekł. - Niech wszechświat spłonie! Chcę tylko śmierci Teridaxa!

- Jakież to... jednostronne rozwiązanie - odparł Teridax.

Na oczach przerażonych Toa i reszty, ciało Miserixa zaczęło się zmieniać. Zafalowało, zamazało się, kolory wydawały się mieszać ze sobą. Nastąpiła eksplozja energii, oślepiająca swą intensywnością. Gdy znów mogli widzieć na oczy, na ścianie widniała podobizna Miserixa, ale on sam zniknął. Ale czy na pewno?

- Unikalna z niego ozdoba, nieprawdaż? - zapytał Teridax.

- Pokonamy cię - powiedział Norik. - Znajdziemy jakiś sposób.

- Byliście pierwszymi Toa, którym się to udało - odparł Teridax. - Nie wątpię, że znaleźlibyście jakiś sposób... być może nawet na zwycięstwo. Gdybym wam pozwolił.

Podmuch energii uderzył w sześcioro Hagah, lecz najwyraźniej nie wyrządził im żadnej krzywdy. Właściwie wydawali się nią orzeźwieni, nawet zadowoleni. Zawrócili i odeszli, śmiejąc się i rozmawiając jakby przydarzył im się najlepszy dzień w życiu.

Helryx obserwowała ich, wstrząśnięta.
- Co... coś ty im zrobił?

- Nazwij to... litością - odparł Teridax. - W ich umysłach, ta bitwa jest skończona - siły "dobra" wygrały. Pamiętają mnie, pokonanego przez nich, w ich rzeczywistości, jaką teraz widzą, nie ma Teridaxa, nie ma rządów Makuta, nie ma zagrożenia wobec Toa ani Matoran. Wszystko, co widzą, to pokój i szczęście dookoła.

- Ty potworze! - powiedział Axonn. - Bawisz się ich umysłami... czyżbyś bał się stoczyć z nimi bitwę?

Teridax zignorował go.

- Niestety, z wami się to nie uda... wasze umysły są zbyt dobrze osłaniane. Kiedyś na pewno rozbiję te osłony... lecz po co marnować energię? Jeśli chodzi o Keetongu... wkrótce stanę się Wielkim Duchem. Nie mam czasu na zwierzaki.

- Zadzierasz z przeznaczeniem - ostrzegł go Brutaka. - Zostaniesz za to ukarany.

- Ale nie przez ciebie i nie dzisiaj - odparł Teridax.

Brutaka nagle zniknął, za nim Axonn i Brutaka. Tylko Helryx została.

- Nie bój się, nie są martwi - powiedział Teridax. - Tylko przeniesieni do najdalszych, południowych zakątków wszechświata, do ziem tak groźnych, że nawet Makuta nie odważyłby się tam dostać. Na pewno jeszcze ich zobaczysz... jeśli przeżyją.

- A co ze mną? - zapytała Helryx. - Również wygnanie?

- Nie - odparł Teridax. - Widzisz, wielką pomyłką Mata Nui jest to, że nie miał z kim dzielić swoich myśli, z kim mógłby się porozumieć. Nie miał "przyjaciela", jeśli chcesz tak to ująć. Nie popełnię tej pomyłki. Zostaniesz tutaj, Helryx, gdzie zostaną spełnione wszystkie twoje potrzeby... i zostaniesz dopuszczona do tego genialnego mroku, jakim jest mój umysł. Moje plany, sny, nadzieje, będę się nimi z tobą dzielił... tak długo, dopóki twoja świadomość będzie nietknięta.

Każdy inny przeraziłby się słowami Teridaxa, lecz nie Helryx. Zobaczyła w tym okazję. Będzie żyć, zachowa swoje wspomnienia, będzie w centrum myśli Teridaxa. Poprzysiągła sobie, że nie da się złamać, nie ugnie się pod ciężarem otaczającego mroku. Nieważne, co się stanie, oprze się mu i znajdzie sposób, by pomóc innym.

- To nie koniec - powiedziała cicho. - Wiesz to, prawda, Teridax? Nieważne, jaką masz moc, co potrafisz z nami zrobić... to nie koniec.

- Oczywiście, że nie - odparł Teridax. - To by było naprawdę nudne.



Ostatnio zmieniony przez Nuparu2 dnia Wto 12:43, 30 Gru 2008, w całości zmieniany 12 razy
Pią 11:58, 01 Sie 2008 Zobacz profil autora
Sefer93



Dołączył: 08 Maj 2008
Posty: 255
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 1/5
Skąd: ze Skierniewic

Post
Zapowiada sie nieżle i mam nadzieje ze takie pozostanie.Czekam na kolejne części
Pią 12:26, 01 Sie 2008 Zobacz profil autora
Derry
Dawny Moderator


Dołączył: 20 Sty 2006
Posty: 1542
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

Post
Czyli wychodzi na to, że TSO posłuchał i zrozumiał Ancienta. Super, bardzo mi sie podoba. Daję 10/10 tak jak w przypadku Wojny Przeznaczenia.
Pią 13:21, 01 Sie 2008 Zobacz profil autora
Takanui



Dołączył: 14 Sie 2007
Posty: 1803
Przeczytał: 7 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

Post
Łuhu!Rozbawiony Fajnie, już teraz sie coś dzieje.Rozbawiony Mam nadzieje że będzie jeszcze lepiej.Rozbawiony
Pią 14:13, 01 Sie 2008 Zobacz profil autora
Mek



Dołączył: 24 Wrz 2007
Posty: 1489
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

Post
Nie mam słów.... opowieść wspaniała, powrócili moi ulubieni Toa... TSO atakuje Xie....
Każda ocena byłaby za niska dla tej opowieści. Z resztą napisałem, że brak mi słów, więc koniec postu. Śmiech Mrugnięcie
Pią 14:25, 01 Sie 2008 Zobacz profil autora
Vahki530



Dołączył: 02 Mar 2006
Posty: 636
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Gdynia

Post
Juuuhu! Niech żyją Mroczni Łowcy!
Opowiadanie przypomina mi trochę ten serial o Tuyet. Ciekawe...ciekawe....
Moi ulubieni Toa + moja ulubiona organizacja + moja ulubiona wyspa!
Pią 17:04, 01 Sie 2008 Zobacz profil autora
Nuparu2
Dawny Administrator


Dołączył: 02 Gru 2005
Posty: 2178
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

Post
Taa... Mnie się to niezbyt podoba... Sześciu Toa na pewno zrobi rzeźnię przeciwko setkom silniejszych, uzbrojonych DH... no i wacuś...
Pią 19:22, 01 Sie 2008 Zobacz profil autora
Lokisyn
Dawny Administrator


Dołączył: 20 Wrz 2007
Posty: 2029
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

Post
Pewnie OoMN w porę zatrzyma DH przed zabiciem Hagah albo dobiją targu. Obie strony mają wspólnych wrogów.
Pią 19:28, 01 Sie 2008 Zobacz profil autora
Matoro



Dołączył: 03 Wrz 2006
Posty: 672
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

Post
No, Toa Hagah są tak fajni jak Toa Mata, albo i jeszcze bardziej. Opowiadanie ciekawe , dośc klimatyczne, jak na razie najlepsze ze wszystkich w tym roku. Zastanawia mnie , czy dowiemy się więcej o masce Gaaki. Czemu maska powoduje , że Gaaki zachowuje
się dziwnie ?
Pią 20:07, 01 Sie 2008 Zobacz profil autora
Lokisyn
Dawny Administrator


Dołączył: 20 Wrz 2007
Posty: 2029
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

Post
Bo daje jej wizje i zmienia sposób postrzegania. Nikt nie zachowywał by się normalnie widząc co jakiś czas takie rzeczy, nagle i bez ostrzeżenia pojawiają jej sie przed oczami różne obrazy, informacje o zdarzeniach, osobach itd.
Pią 20:46, 01 Sie 2008 Zobacz profil autora
Shelaka



Dołączył: 01 Maj 2008
Posty: 194
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

Post
TSO jest mroźnym typem ta część dobrze oddaje jego zło a Toa Hagah mają doskonałe zachowanie jak na dawnych bohaterów. Świetna opowieść.
Pią 20:49, 01 Sie 2008 Zobacz profil autora
Apokalips
Moderator


Dołączył: 05 Gru 2005
Posty: 2906
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

Post
Wróciłem...

Opowiadanie jest interesujące, poszukiwacze cienia, sami wielcy DH wkraczają do akcji. Teraz już wszyscy zaczęli rozróbę.
Nie 7:28, 03 Sie 2008 Zobacz profil autora
Kraahkanuva



Dołączył: 01 Lut 2008
Posty: 766
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Nynrah/Toruń Ranga: Przywódca BCF

Post
At times like this, Iruini looked back fondly on his days as a Rahaga. It wasn’t so bad, being short and twisted and spending all your time chasing after Brakas monkeys. At least you didn’t have to stand on rolling decks, staring at the crazed leader of the Dark Hunters as he prepared to slaughter an entire island full of … well, not so innocent Vortixx.

“You know I can’t let you do this,” Toa Iruini said.

“I know you can’t stop me,” The Shadowed One replied, smiling. “My new partner suggested I occupy Xia … but I must have misheard. I could have sworn she said ‘destroy.’”

Iruini was about to make a smart comeback when the seas started to churn and heave. The next moment, a tidal wave big enough to swamp the entire Dark Hunter fleet rose from the ocean depths. It towered hundreds of feet in the air … and just stayed there, looming over the ships like the shadow of doom.

“Is that enough water to clean out your ears?”

Iruini turned. Standing on the bow of the ship was a Toa of Water he did not recognize, carrying a spiked mace and a shield. She was flanked by a warrior in golden armor and a four-armed giant with two long horns coming out of his head. He alone was heavy enough to almost swamp the ship. He carried a multi-bladed axe and a small object covered in a cloth.

The female Toa stepped down to the deck and marched up to The Shadowed One. Although he was taller than she, her bearing made her seem to dominate everyone on board.

“I hired the Dark Hunters for a simple task,” she said, her voice as quiet as a dying breath. “If you can’t do it …”
She held the mace aloft. The tidal wave suddenly rushed forward toward the ships, almost colliding with the flagship. It stopped dead again as she lowered her weapon.

“I’ll find someone who can,” she finished.

Iruini looked from the Toa to the obviously concerned Shadowed One, and back again. “Nice,” he said. “What do you do for an encore?”

The Toa nodded and the golden warrior vanished. He reappeared an instant later with the other five Toa Hagah in tow. They arrived to see The Shadowed One in intense whispered conversation with the Toa of Water. It ended when the Toa blasted three nearby Dark Hunters into the sea as casually as someone else might swat a gnat. Then she turned to the assembled Toa Hagah.

“Ah. Good,” she said. “I have a mission for the six of you.”

“Wait a minute!” snapped Norik. “Who are you? What’s going on here?”

“And we don’t take requests from anybody wearing a mask,” said Kualus. Then he turned to Norik and added, “Do we?”

Norik shook his head.

“My name is Helryx,” said the Toa of Water. “I run an organization you never heard of called the Order of Mata Nui. We are at war – and you’ve just been drafted.”

“And if we say no?” asked Toa Bomonga.

Helryx gave a slight smile. Her eyes darted toward the ocean off the starboard side, where the three Dark Hunters were desperately trying to tread water. Then she looked back at the Toa Hagah. “Yes, you don’t take requests, as I understand it – good thing I’m not making one.”

“What is it you want us to do?” asked Toa Pouks. Seeing Iruini’s glare, he said, “Well, it doesn’t hurt to ask.”

Helryx took a few steps closer and lowered her voice so the Dark Hunters could not overhear. “We are mounting an attack on the Brotherhood of Makuta, but their leader eludes us. Our best information is that he was last known to be inside a Maxilos robot near Mahri Nui, but where he may have gone to since then is unknown. We need Makuta Teridax found.”

“Why us?” asked Iruini.

“You’ve fought him before. You’ve beaten him before,” Helryx replied.

“And we all remember how well that turned out,” muttered Iruini.

Helryx ignored him. “If I am right, Teridax has gone somewhere no one else has ever dared to venture. Left free, he could do untold damage.”

“And just how are we supposed to track him down?” asked Bomonga. “Knock on the doors at Destral and ask if he can come out to play?”

Helryx chuckled. “There may not be doors left to knock on soon … but that’s another story. You will have a guide – someone who has generously offered to work with you in exchange for his freedom.”

The four-armed giant took a step forward, and at first they thought Helryx meant him. But instead he took the cloth off the object he carried, which was revealed to be a globe filled with water, and something else … what looked like a green sea snake with hate-filled crimson eyes.

“His name is Zaktan,” said Helryx. “He’s not as friendly as he looks. If he acts up, just haul him out of the tank and let him gasp for air a few times. That’s what I always do. And now I think it’s time you got started.”

The Toa Hagah looked at each other. One by one, each of them nodded … all except Gaaki. She was backing away, shaking her head, hands up to the sides of her mask. “Death,” she whispered. “All around … we are going to place of death … and one of us will not return!”


Nowy odcinek! prosiłbym o tłumaczenie.
Pią 11:51, 22 Sie 2008 Zobacz profil autora
Lokisyn
Dawny Administrator


Dołączył: 20 Wrz 2007
Posty: 2029
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

Post
Myślę że zaraz przetłumaczę.

Edit
No ok. Zaczytałem się w dyskusję z TatąNovą a potem zapomniałem dokończyć.


Ostatnio zmieniony przez Lokisyn dnia Pią 13:12, 22 Sie 2008, w całości zmieniany 1 raz
Pią 12:18, 22 Sie 2008 Zobacz profil autora
Nuparu2
Dawny Administrator


Dołączył: 02 Gru 2005
Posty: 2178
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

Post
Myślę że ja zaraz to zrobię.
EDIT: I już.


Ostatnio zmieniony przez Nuparu2 dnia Pią 13:35, 22 Sie 2008, w całości zmieniany 1 raz
Pią 13:07, 22 Sie 2008 Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:    
Odpowiedz do tematu    Forum PFB Strona Główna » Dyskusje ogólne / Opowiadania Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony 1, 2, 3, 4, 5, 6  Następny
Strona 1 z 6

 
Skocz do: 
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Design by Freestyle XL / Music Lyrics.
Regulamin